A jednak, są darmowe lunche, przynajmniej w mojej pracy :)
Jak to wygląda? Niestety Holendrzy ciepły posiłek jadają wieczorem, w ciągu dnia są jakieś kanapki, ewentualnie ciepłe przekąski. Lunch w mojej firmie polega na tym, że od samego rana są skrzynki wypełnione bochenkami chleba najprzeróżniejszych rodzajów, a w lodówce różne wędliny, sery, pomidory, ogórki, sałata, majonezy, keczupy itp itd. Do tego owoce, soki, mleko, różne słodkie smarowidła do chlebów, posypki na chleb (tak, posypki - u nas się tym dekoruje torty, u nich kanapki) i kilka innych rzeczy, których przeznaczenia nie znam.
Jest sandwich toster, kuchenka mikrofalowa, więc na upartego można coś na ciepło też zjeść. No i oczywiście wielka maszyna, która robi 10 rodzajów kawy, 2 rodzaje czekolady i jeszcze częstuje wrzątkiem na herbatkę.
Niektórzy spryciarze już od rana coś pałaszują mając dodatkowo darmowe śniadanie, może do nich dołączę, jako że kantyna jest tuż obok pokoju, w którym siedzę.
A dla umilenia nastroju na ścianie wisi wielki telewizor, który wyświetla holenderski odpowiednik TVN24.
Tylko nie dajcie się zwieść, że to typowe w Holandii :) Wszyscy z firmy podkreślali, że jest to jedyna znana im firma w kraju dająca darmowy posiłek.
A na zdjęciu jest sklep z serami sprzedający grubo ponad setkę różnych serów, z których większość wygląda i pachnie zdecydowanie inaczej niż to, co możemy w Polsce kupić.
There ain't no such thing as a free lunch
12:28 PM |
Subscribe to:
Post Comments (Atom)






0 comments:
Post a Comment